Przynieś mi plecak kochana żono
Jadę zabijać, przysięga złożona
Będę plondrował łupił i grabił
Nie jestem człowiekiem - rozkaz go zabił
Hełm mi przysłonił myśli o życiu
Zabrał nadzieję, odebrał ją skrycie
Nie ma już dla mnie szansy przetrwania
Nawet gdy ciało wróci z wygnania
Miłość i dusza polegną w grobie
Bo umysł i pamięć zapomną o tobie
Więc śmiało żolnierzu idź zabijać
To twoja chwila - kula niczyja
Weź w dłonie swoje ciężki karabin
Zabij człowieka, zabij, zabij!
I powiedz, żonie żołnierza martwego
Że twoja miłość już nie dla niego
Udawaj - tak właśnie zrobić musiałeś
Palec na spuście nie ty naciskałeś
Bo przecież nienawiść nim kierowała
Armia wrogości u progu stała
Nie licz ile serc dziś zatrzymałeś
Musiałeś go zabić, bo rozkaz dostałeś
Śmiertelne echo, co mówi, że trzeba
Miliony ludzi wysłać do nieba
Nie masz czasu w bojowym znoju
Się zastanowić, kto za tym stoi
Blokując ludzkie chwil szczęścia przyjście
Na świat, co hukiem noc w dzień zamienia
Przenicowując kruche istnienia
W stos kości żyzną ziemią przykryty
Imieniem w skale nazwa wyryta
Że był i nie ma , dzielnie że poległ
Nieznany żołnierz - kiedyś człowiek
Dzisiaj tu leży w zbiorowym grobie
Ten, co pochopnie swego istnienia
Użyczył panom z sercem z kamienia
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz